Biblioteka, który ożywa w nocy – opowiadania

Ostatnim etapem prowadzonych przez nas warsztatów literackich było napisanie opowiadania na zadany temat – „Biblioteka, który ożywa w nocy”. Poniżej prezentujemy cztery prace czterech uczestniczek. Zapraszamy do lektury!

Martyna Argalska

Późne popołudnie, wąskimi uliczkami przemyka mała istotka, Rosie. Jej rączki znów trzęsą się od płaczu. Kolejny okropny dzień w szkole, nic nowego. Słońce się powoli chowa, a na ulice zaczynają wychodzić roztańczeni imprezowicze i tylko jedna biedna i drobna dziewczynka nie zważając na nikogo idzie do przodu. ani razu nie zatrzymuje się gdy czuje kogoś wzrok na sobie lub słyszy jakiś obraźliwy komentarz. Choć jej serce cierpi bo wie, że w mieście nikt jej nie lubi ani nie toleruje. Powoli wchodzi po schodkach i otwiera drzwi, lecz to nie są drzwi od domu, prowadzą one do biblioteki.

Drzwi zamykają się z łomotem przez co nie omija Rosie gardzący wzrok bibliotekarki. Dziewczynka wciąga nosem powietrze, zapach książek, uwielbia go. Idzie do najbliższego stolika i siada przy nim. Po czym zaczyna zastanawiać się co dziś poczyta. Lektura na następny miesiąc do szkoły powinna być ciekawa, myśli. Trzeba teraz jeszcze tylko ją znaleźć, wśród tylu regałów jest to prawie niemożliwe, tylko pani bibliotekarka może tu pomóc. Dziewczynka idzie do lady.
– Przepraszam? Czy jest tu Mitologia?? – pyta się pani Rebecky
– Och- wzdycha bibliotekarka-choć za mną
Kobieta zagłębiła się w regałach pełnych książek, gdy doszła do zupełnie odrębnego i małego regaliku uklękła i wyjęła starą i zupełnie zniszczoną książkę ze złotym napisem Mitologia.
– Bardzo dziękuję- powiedziała dziewczynka po czym popędziła do stolika.

Rosie spojrzała na książkę która już od dotyku kurzyła się, musiała być bardzo stara i długo nie używana. Zaczął padać deszcz. Klip , pierwsza kropelka spadła przez dziurawy sufit, klap, druga, Kap. Rebecka podirytowana podeszła do dziurawego miejsca i podłożyła wiaderko. Lecz deszcz nie przestawał kapać, było go można usłyszeć dwa regały stad. Bibliotekarka popędziła w tamto miejsce. Rosie wsłuchała się w ten dźwięk. Mogłoby się wydawać, że to nie był deszcz, dziewczynka była tego prawie pewna. Wstała i powędrowała za odgłosami. Przeczucia dziewczynki sprawdziły się, to nie był deszcz, była to mała, płacząca dziewczynka. Rosie ogarnęła fala współczucia. Cóż mogło się jej stać, że płakała w miejscu publicznym, choć trzeba przyznać trochę opuszczonym.
– Hej, czy mogłabym ci jakoś pomóc?- zapytała trochę skrępowana Rosie.
Dziewczynka pociągnęła nosem.
– Nie wiem.
– Hm..widzę, że bardzo cierpisz. Chętnie ci pomogę.
Dziewczynka spojrzała na Rosie po czym przywołała ją palcem i odgarnęła włosy tak, że było widać jej całą twarz. Wydęła usta jakby chciała coś powiedzieć lecz zamiast tego znów wybuchnęła płaczem. Po chwili uspokoiła się i powiedziała.
– Nnazywam się Carly..codziennie przychodzę tu w poszukiwaniu pomocy..i chciałam ci podziękować, że chcesz to zrobić. Muszę powiedzieć ci jedną ważną rzecz lecz masz zachować to w tajemnicy..nie jestem stąd.
– Jak to, w jakim sensie??
– Bo jestem zz innego świata. Pochodzę z książki, ze świata fikcyjnego. Tylko ty mnie widzisz.
Ta wiadomość wstrząsnęła Rosie, sprawiła, że zaczęła się bać. Lecz nie mogła wycofać się z danej obietnicy, już za daleko to doszło. Dziewczyny usłyszały głos bibliotekarki, powiedziała, że już zamyka i poszła poszukać Rosie. Carly chwyciła dziewczynkę i wypowiedziała jakieś niezrozumiałe słowa.
Dziewczynka otworzyła oczy, chodnik, znajdowała się na chodniku, była noc, oj chłodna noc. Dotknęła swojej twarzy, na szczęście to wciąż była. Po chwili zobaczyła biegnącą ku niej Carly.
– Wstawaj!-krzyknęła i pociągnęła dziewczynkę za sobą
– Co się dzieje?!
– Zaraz ci wszystko powiem, choć.
Skręciły w boczną uliczkę i zatrzymały się za śmietnikiem. Rosie spojrzała pytającym wzrokiem na Carly.
– Oni mnie znajdą, zabrali po kolei całą moją rodzinę, mamę tatę i siostrę! Teraz kolej na mnie. – Carly spojrzała na Rosie która zupełnie nic nie rozumiała lecz było widać, że jest przerażona- gang, mafia. Wiesz co to jest?
Serce Rosie zaczęło bić szybciej. Dziewczynka dokładnie wiedziała co to jest lecz zabrakło jej słów by odpowiedzieć koleżance. Mafia, coś z czym Rosie nie chciałaby się spotkać nawet jeśli mieliby zabić najdroższą jej osobę. Łzy same napłynęły jej do oczu a ręce zaczęły się trząść, została sparaliżowana.
– Rosie, proszę nie rób mi teraz tego, Rosie odezwij się! – zaczęła płakać przerażona Carly.

Zza rogu zaczęli biec do nich zakamuflowani mężczyźni, mieli ze sobą broń. Rosie ocknęła się i pobiegła za spanikowaną dziewczynką, Nagle padły strzały, trafili Carly. Dziewczynka krzyknęła i upadła na ziemie. Mężczyźni podbiegli do niej i chwycili ją, omijając Rosie.
– Zaraz, czy oni mnie nie widzą?- zapytała się siebie na głos, nie zareagowali.
Już chciała do nich podbiec gdy poczuła ogromny ból który przeszywał jej ciało.
– Rosie, Rosie!!-dziewczynka usłyszała głos bibliotekarki.
Podłoga, regały, tak to znowu biblioteka.
– Dziecko, już od 20 minut cię szukam, od dawna powinno być zamknięte.
– Przepraszam, a mogłaby mi pani powiedzieć co to za książka?
Bibliotekarka wytrzeszczyła oczy i szybko wzięła książkę.
– Skąd ją wzięłaś? Ona powinna być w magazynie, jest zabroniona.
– Co się takiego stało?
– Och nie mam teraz czasu.mm hm ..no dobrze, powiem ale tylko dlatego żebyś się od niej strzegła. Każdy kto kiedyś ją wypożyczył zaginął lub zapadał w depresje..uważają, że ta książka jest przeklęta, i radzę ci naprawdę uważać.
– Dobrze dziękuje.- odrzekła przestraszona dziewczynka.
Pędem wyszła z biblioteki, nadal padał deszcz. Jeszcze raz spojrzała w okno biblioteki, w rogu dostrzegła machającą do niej Carly, lecz to nie była ta sama Carly, teraz uśmiechała się od ucha do ucha. Potem zauważyła, że obok niej stoi jej cała rodzina, teraz Rosie wiedziała, że są już szczęśliwi. Ona też czuła ulgę i była wdzięczna dziewczynce, że ją uratowała. Teraz nawet deszcz wydawał jej się piękny.
– Och jak ja uwielbiam tą bibliotekę-powiedziała.


Zuzanna Kadela

godz. 14:05
– Scarlet, dział drugi, niepoukładane!
– Jezuu… no już idę – poszła do wymienionego przez szefową działu. Rozleniwionym krokiem dotarła na miejsce wyciągając ręce po stos książek. Niespodziewanie regał runął na ziemię. Oczywiście nie obyło się bez niecenzuralnych słów i krzyków Valerie.
– Dziewczyno, czy ty umiesz cokolwiek zrobić dobrze?! Bez obrazy, a nie, to ma cię obrazić, jesteś naszą najgorszą pracownicą.
– Kurde, no chyba każdemu się może zdarzyć, nie?
– Tak, ale nie po dziesięć razy dziennie. Jeszcze trochę i cię wyleję, zobaczysz.
– Nie! Proszę… ja… poprawię się. Obiecuję.
Zapadła chwila ciszy. Scarlet patrzyła się w oczy Valerie z nadzieją. To był jej jedyny dochód, jedyny sposób na przeżycie i utrzymanie trójki dzieci. Bez pomocy męża.
– Dzisiaj zamykasz. Mamy otwarte do 23:30. A teraz to sprzątaj.

15:18
– Okej, koniec! Skończyłam! – Krzyknęła Scarlet. Jej szefowa momentalnie zaczęła szukać dziury w całym, by mieć porządny pretekst do zakończenia współpracy z nią. Samotnej matki trójki dzieci nie wyrzuca się za byle co.
– To jest trochę krzywo… tu, nie nie, prawo, tak, tu, brudne jest. Mhm… Aha! Tam leży książka. A co do zamykania, to jeszcze posprzątasz. – rzuciła klucz do dziewczyny.
Scralet podeszła do ostatniej książki. Leżała kartkami do dołu, otwarta mniej więcej w połowie.
– Skąd to się tu wzięło… nie było jej tutaj wcześniej – pomyślała. Podniosła ją swoją kościstą ręką, lecz od razu puściła.
– Au! – potrząsnęła dłonią – ja nie mogę… – spojrzała na nadgarstek. Cały obszar był spuchnięty, a na środku widniała kropka.
– Co jest… ? – wyszeptała. Podniosła ponownie książkę.
– Aaa! – wrzasnęła z popłochem momentalnie stając na nogi.
Wielka szarańcza wyleciała wprost na twarz dziewczyny.

17:45
– Lepiej?
– Lepiej.
– A… co z…
– Z odszkodowaniem? Poproszę – uśmiechnęła się Scarlet.
– Em… wiesz co, to sprzątanie to sobie odpuść, kochana. I dzisiaj wcześniej zamkniemy, 22:00 pasuje? – Valerie objęła pracownicę ramieniem, co widocznie jej przeszkadzało, bo natychmiast się wyślizgnęła.
– Odszkodowanie, Valerie.
– 23:30, Scarlet.
– Pozew, Valerie.
– Sprzątasz, Scarlet.
– Policja, Valerie.
– Koniec pracy, Scarlet.
– Umowa…
– Nożyczki 🙂
– Kopia?
– Niszczarka
– Sąd!
– Wylecisz
– Groźby
– Z twojej strony również, kochana.
– Grzywna… wysoka.
– Kup anonse.
– Zapła… zaraz. Co?
– Lepiej szukać nowej roboty. To prawdopodobnie twój ostatni miesiąc.

22:20
– Scarlet, wychodzę. Zamykasz o 23:30, pamiętaj.
Dziewczyna skinęła lekko głową. Patrzyła jak drzwi frontowe monotonnie, powoli, zamykają się. Myślała nad tym, co robią teraz jej dzieci.
– Dzieci… – pomyślała – kurde, gdzie mój telefon?! – złapała się za kieszeń. Była pusta. Tak samo jak jej kurtka, bluza, w torbie również nie było sprzętu! Scarlet chwyciła za telefon firmowy i wykręciła swój numer. Usłyszała dźwięk przy… dziale drugim. Podeszła tam myśląc, że po prostu go upuściła. Dzwonek dobiegał z dolnej półki. Dziewczyna uklęknęła i wyjęła książkę, z której słyszała ową melodię.
– Słownik Mitologii Mezopotamii… co? – przeczytała tytuł.
Po chwili zorientowała się, że to ta sama książka, z której wyleciała szarańcza. Spojrzała na opuchniętą, zabandażowaną rękę. Dzwonek ucichł.
– Okej… – otworzyła książkę mniej więcej na środku. Był tam jej telefon. Scarlet schowała go do kieszeni. Nagle na książce pojawiła się wydrapana linia, przy czym lekko się zatrzęsła. Potem druga. Trzecia.
– Aaa! – kobieta wyrzuciła książkę z rąk. Światło zgasło.

Przez ciemność widziała tylko skaczącą książkę, prawdopodobnie linie wziąć się pojawiały. Scarlet chciała wstać i uciec, lecz niespodziewanie coś drapnęło ją w plecy. Książka zastygła. Scarlet z bólu nie mogła wstać, więc ledwo doczołgała się do niej. Wyciągnęła trzęsącą się rękę i otworzyła przedmiot. Na tej samej stronie, co wcześnie. Na obu kartkach widniał wydrapany napis „PAZUZU”.
– Pazuzu… – przeczytała szeptem. W tej samej chwili wszystkie regały zaczęły się trząść, a książki spadać. Kobieta resztkami sił wstała i pobiegła na zaplecze będąc bombardowana spadającymi rzeczami. Zamknęła drzwi na zamek. Podniosła słuchawkę i zaczęła wykręcać numer na policję. Głucho.
– Co jest… – pomyślała. Kliknęła przycisk „ZADZWOŃ” z tysiąc razy, lecz telefon nie dzwonił. Kabel był przerwany. Scarlet złapała się za kieszeń, w której parę minut temu schowała telefon. Nie było go. Usiadła w kącie i postanowiła nie wstawać aż do godziny, w której będzie mogła prawnie opuścić swoje miejsce pracy.

23:00
– Jeszcze pół godziny… – pomyślała. Postanowiła jednak rozprostować nogi. Gdy wstała, ujrzała plamę krwi na podłodze. Szybko skojarzyła to z rozdartymi plecami. Wzięła taboret i stanęła na niego niepewnie, by dosięgnąć do powieszonej na ścianie apteczki.

– Jezus Maria! – spadła z hukiem. Z apteczki wyleciał rój szarańczy, pędzący wprost na nią. Próbowała bezskutecznie bronić się machając rękami i odganiając je. Na szczęście za pewnym machnięciem udało jej się znaleźć i odblokować zamek od drzwi, następnie nacisnęła na klamkę i mocno je popchnęła. Owady wyleciały, a ona, płacząc, wróciła do kąta z zaplecza. Jej plan to: pobiec szybko do drzwi i uciec. Tak zrobiła. Biegła wśród rozsypanych książek i akcesoriów z biblioteki. Wszystko poszłoby dobrze, gdyby nie ta ciemność. Scarlet nie zauważyła ściany. Upadła na ziemię i straciła przytomność.

23:15
Scarlet otworzyła oczy. Bała się ruszać. Wyciągnęła w końcu rękę, by poczuć jakikolwiek przedmiot na znak, że jest żywa. Tylko, że żadnego przedmiotu nie było. Ani jednej książki. Kobieta uniosła głowę, by sprawdzić. Podłoga była pusta. Naprzeciw niej, przy ścianie, oparty był zegar, który zawszewisiał u góry. Przysunęła się do ściany i usiadła skulona. Wtedy zorientowała się, że siedzi na suficie.
– Nie! – krzyknęła. W tej samej chwili spadła na dół, tuż przed drzwi frontowe. Niestety, były zamknięte. Nagle tajemnicza siła rzuciła nią na drugi koniec pomieszczenia. Uderzenie było mocne, na tyle mocne, że nie mogła wstać. O to właśnie chodziło Pazuzu, żeby zabrać jej energię do walki. Gdy kobieta nie będzie mogła walczyć, demon bezproblemowo ukradnie jej ciało.
Scarlet czuła jak coś w nią wchodzi, jak traci kontrolę nad sobą. Jej ręka była już poza jej władaniem, zaczęła bić ją i wyrywać jej włosy. Zaczęło dziać się tak również z jej głową, która wymachiwała na wszystkie strony. Zaczęły się na niej pęknięcia i zadrapania, jej głowa łysiała, skóra zieleniała, a oczy wykręcały się do środka.
– Pazuzu! Zostaw mnie! Pazuzu! – jej błagania dla demona nie miały większego znaczenia. Straciła całkowicie kontrolę. Uniosła głowę.
– Ego Pazuzu venementissimum et arreptam lucustam siccitatis. Demon Mesopotamia. Ego veni. Haha…

1:14
Pukanie do drzwi. Scarlet, a raczej Pazuzu w ciele Scarlet, rozrywający książki, wychylił się, aby sprawdzić co to. Przez szklane drzwi było widać męską sylwetkę. Był to piętnastoletni syn Scarlet, Antoine.
– Mamo! – wołał. – Jesteś tu? Mamo, co się stało? Czemu nie wróciłaś? Mamo!
Pazuzu schował się za ścianką oddzielającą bibliotekę od czytelni. Usłyszał huk. Antoine rozbił drzwi. Był w środku. Szedł do przodu szukając matki. W pewnym momencie ujrzał ją. Podbiegł do niej i uklęknął.
– Mamo, co się stało, mamo, jak ty wyglądasz – tu jest coś złego, chodźmy stąd!
Pazuzu spojrzał na niego jak na pysznego schabowego, którego miałby zaraz zjeść.
– Non ego et mater tua, et ego Pazuzu!
– Co, mamo, co ty… – zaczął mówić chłopak.
Pazuzu złapał go za szyję i wyrzucił w górę. Gdy Antoine spadł, demon swoją mocą telekinezy zaczął wyrywać mu serce. Po skończonej robocie wrzucił go i jego… narząd wewnętrzny na zaplecze miejsca, w którym wrócił na świat żywych. Wziął książkę, z której się wydostał i wrzucił ją do torebki Scarlet.
– Ego pulcherrime – pomyślał i zaczął oblewać wszystko zielono-żótym płynem wyciekającym z jego ust.

5:30
Valerie podeszła pod drzwi.
– Scarlet, co ty zrobiłaś?! – Valerie weszła przez rozbite drzwi. Widziała cały jej majątek zniszczony i w podejrzanej mazi. Poszła na zaplecze, by zadzwonić na policję i złożyć zeznania na pracownicę.
– Taką dostaniesz grzywnę, że się nie pozbierasz… – myślała wściekła. Weszła przez drzwi, które niedługo później same zamknęły się. Nagle na jej głowę spadło coś miękkiego. Spojrzała na podłogę. Było to serce.
– Aaa! – zaczęła krzyczeć. Drzwi były zamknięte. Oparła się o nie i spojrzała w górę. Na suficie siedziała Scarlet trzymająca Antoine. Na plecach właścicielki biblioteki pojawiło się zadrapanie. Pazuzu zeskoczył. Oblał ją wcześniej przygotowaną benzyną i rzucił w nią rozpaloną zapałką. Telekinezą wyważył drzwi. Zostawił trupa i… pół-trupa. Wyszedł z biblioteki zostawiając ją na pewne spalenie.
– Pazuzu ego sum! Iam me nemo potest pronibere!


Laura Mąkowska

W małym miasteczku na ulicy Łąkowej stał stary, wielki dom. Mieszkała w nim rodzina państwa Grzybowych. Tata był od roku w Hiszpanii, mama zajmowała się chorą babcią i była czarodziejką, a dziesięcioletnia Tereska była marudna, smutna i nie potrafiła odnaleźć się w tym ogromnym domu.

Pewnego piątkowego dnia babcia obudziła się ze strasznym bólem głowy. Mama poinformowała Tereskę, że będzie musiała pojechać z babcią do szpitala. Dziewczynka zaniepokoiła się, gdyż nigdy nie lubiła zostawać sama w domu. Podczas śniadania Tereska bardzo długo jadła. Mama wykorzystała to i poszła do wielkiej biblioteki. Tam wyciągnęła swoją różdżkę i zaczarowała książki.

Gdy pojechała z babcią do szpitala, Tereska postanowiła przejść się po domu. Odwiedziła starą bibliotekę i usiadła na swoim ulubionym fotelu. Widok wielkich półek z setkami książek uśpił dziewczynkę. Wtedy zaczęły dziać się rzeczy niemożliwe. Z książek zaczęli wychodzić różni bohaterowie. Po bibliotece biegały lisy, koty, myszy, wiewiórki, a nawet ludzie i dzieci. Nagle obudziła się Tereska. Nie wierzyła własnym oczom!
– Kim jesteście? Umiecie mówić? – zapytała spoglądając to na skaczące po półkach małpy, to na zdziwione stworzenia, które wielkością podobne były do kluczy.
Nie otrzymała jednak odpowiedzi. Zaczęła myśleć, że postacie, które widzi nie potrafią mówić, ale nagle usłyszała cichutki głosik dziewczynki przytulającej małego kotka.
– Jesteśmy bohaterami książek! Obserwowaliśmy cię, gdy zasypiałaś na fotelu i zastanawialiśmy się dlaczego jesteś taka smutna.
– Martwię się o moją babcię, moja mama też jest przez to smutna, tęsknie za moim tatą, którego nie widziałam tak długo, a poza tym boję się zostawać sama w domu. Myślałam, że nikogo tu nie ma oprócz mnie. Chciałabym mieć jakieś zwierzątko, ale mama jest uczulona na sierść. Najbardziej chciałabym mieć kotka. Wtedy rycerz z nieprzewidywalnie wielkim hełmem wykrzyknął:
– Drobinko, wychodź z książki! Jesteś nam potrzebna!
Nagle z półki spadła książka, otwarła się, a z niej wyszedł zaspany kot birmański. Dziewczynka spojrzała na kotka i powiedziała.
– Jest śliczny, ale taki malutki!
– Ja coś na to poradzę! – odezwała się wróżka, machnęła różdżką i kotek powiększył się.
Przydreptał do dziewczynki i przytulił się do niej. Była zachwycona!
– Chcielibyśmy, abyś była szczęśliwa. Co możemy dla Ciebie zrobić?
– Zawsze chciałam jeździć konno, ale nie na zwykłym koniu, lecz na jednorożcu!
Postacie postanowiły spełnić to życzenie. Na podłogę spadła kolejna książka, która się otwarła. Podeszły do niej elegancko ubrane damy i Harry Potter. Machnął on różdżką, a na kartkach pojawił się niesamowity, błyszczący portal.
– Co to? – zapytała Tereska spoglądając ciekawie na magiczne przejście.
– To wejście do świata koni i magii! – odpowiedziały chórem damy.
Dziewczynka była podekscytowana! Podeszła do książki i powoli wchodziła do portalu. Za nią wskoczyły dwa lisy.

Tak oto znalazła się w cudownej krainie. Była noc, lecz jasno było jak w dzień. Księżyc był ogromny i bardzo widoczny. Po szafirowym niebie latały zaczarowane pegazy, a po miętowej trawie galopowały jednorożce wraz z innymi najróżniejszymi gatunkami magicznych koni. Przez chwilę stała jak zaczarowana, nie mogła się napatrzeć. Podeszła do odpoczywającego na ziemi pegaza, pogłaskała go i zaczęła się z nim bawić. Żadne dziecko na świecie nie było teraz tak szczęśliwe jak ona. Nagle pegaz skinął pyszczkiem na pewnego konia. Był to jednorożec z kolorowym i błyszczącym rogiem, a zarazem pegaz z anielskimi skrzydłami. Tereska poczuła prawdziwą radość. Podbiegła do oślepiającego blaskiem piękna konia i zapytała go tak, jakby był zwykłym człowiekiem:
– Czy mogę na Ciebie wsiąść?
Koń rozumiał każde jej słowo. Pochylił się lekko, aby dziewczynka mogła swobodnie wejść. Tak oto Tereska znalazła się na grzbiecie prawdziwego pegaza. Dalej nie mogła w to uwierzyć. Obok niej usiadły dwa rude lisy. Nagle koń rozłożył skrzydła i podleciał wysoko do nieba. Wtedy zorientowała się, że znajduje się na jakiejś zaczarowanej górze. Ona i liski były na początku przestraszone i bali się, że spadną, ale po jakimś czasie przyzwyczaili się do wysokości. Latali tak między obłokami i gwiazdami, aż Tereska poczuła, że robi się zmęczona. Wtedy koń zrzucił ich na dół, do otchłani pomiędzy czterema górami.

Otchłań była kolorowa. Po brzegach przyklejone były pianki cukrowe, a sama otchłań była zrobiona z lukru. Wpadli do jeziorka z sokiem bananowym. Dziewczynka rozejrzała się. Po swojej prawej stronie widziała drzewa z cukierków, kwiaty z lizaków i tajemniczego, lecz śmiesznego osobnika jedzącego pianki. Po lewej stronie natomiast były domki z landrynek i najróżniejsze atrakcje, takie jak fontanny zrobione ze słodkich orzechów, z których tryskał miód, lub place zabaw zbudowane z czekolady i piaskownice z cukrem zamiast piasku. W tym niewielkim miasteczku było dużo śmiesznych ludzi. Postacie te miały ciasteczka zamiast głów, ciało z toffi, ubrania z waty cukrowej a ich śmieszne buciki były zrobione z żelków. To był raj dla każdego dziecka na świecie. Wygramoliła się wraz ze swoimi liskami z soku i wybuchli szczęściem. Po drzewach pięły się lukrecje, a osobnik, którego wcześniej widziała oblał ich syropem klonowym.
– O rety! Tu jest niesamowicie! – powiedziała zlizując sobie z ust syrop.
– Witajcie! Na imię mi Karmelek! – odrzekła tajemnicza postać, która miała twarz całą ubrudzoną lukrem.
– Witaj karmelku! – wykrzyknęła dziewczynka.
– Jak się tu dostaliście? – dopytywał Karmelek.
– Pegaz wrzucił nas do tej otchłani. Myśleliśmy, że tu będzie ciemno, strasznie i mrocznie, lecz nikt z nas nie spodziewał się, że trafimy do świata cukierków!
– Ach te pegazy! Ale nie martwcie się, jeśli skierował was tutaj, oznacza to, że bardzo was lubi!
Chwilkę się nad czymś zastanawiał, a potem zapytał:
– Zechcecie zwiedzić moje miasteczko?
Tereska zgodziła się i poszli razem. Oglądali kolorowe domy, wspinali się po cukierkowych drzewach, bawili się na słodkim placu zabaw i poznawali ciekawych ludzi.
– Tak właściwie to jak się nazywacie? – spytał nagle Karmelek.
– Ja jestem Tereska, a to są moje dwa liski, które poznałam dzisiaj w mojej bibliotece.
– Miło mi Cię poznać, Teresko!
Spacerowali jeszcze przez dłuższy czas po cukierkowym miasteczku. Wtem jak grom z jasnego nieba pojawił się portal.
– Chyba pora już wracać!
Tereska przeszła przez portal z liskami myśląc, że znajdzie się z powrotem w swojej ogromnej bibliotece, lecz ku jej zaskoczeniu trafiła zupełnie gdzie indziej.

Przez chwilę była najbardziej zdziwionym człowiekiem w galaktyce. To, co ujrzeli było nie do opisania. Znajdowali się w świecie bananów! Dziewczynka nie mogła wydusić żadnego słowa. Ziemia była z bananowej masy, zamiast wody był sok bananowy, domy zbudowane były z bananów, na bananowych drzewach rosły banany, nawet słońce miało kształt banana! Mieszkańcy jedli tylko produkty z bananów, czyli na przykład na śniadanie chleb bananowy z dżemem bananowym i kawałkami bananów, a do tego herbata bananowa, na obiad zupa bananowa, kotlet bananowy i surówka bananowa a na kolację jeden wielki banan! Jedynym odpadem, który wyrzuca się do bananowych śmietników są oczywiście skórki od bananów, bo co innego mają ci ludzie wyrzucać w świecie, w którym są tylko banany? Sami mieszkańcy byli bananami! Tereska wiedziała, że powinna odszukać portal i wrócić do biblioteki, jednak coś podpowiadało jej, żeby zostać tu na dłużej. Postanowiła najpierw zwiedzić bananowe miasteczko. Tak miło było rozkoszować się tym zapachem! Spotkała oczywiście wiele ciekawych, bananowych osób, lecz zabrakło jej mamy. Jak na życzenie przed nią otworzył się nowy portal. Lisy oszalały! Wskoczyły do tego portalu tak, jakby po jego drugiej stronie znajdowały się inne lisy. I rzeczywiście tam były.

Znajdowali się teraz w krainie lisów. Był to o dziwo normalnie wyglądający świat, jednak funkcję mieszkańców pełniły lisy. Wszędzie biegały liski i lisice, wchodziły i wychodziły z domków tak, że wyglądały na zapracowane. Najbardziej krzątały się lisy rude. Nad turkusowym jeziorem odpoczywały i kąpały się lisy szare, a lisy polarne wolały siedzieć na dachach, drzewach lub górach wpatrując się w lazurowe niebo. Lisy Tereski już dawno wróciły do swych domów rodzinnych, więc ona też chciała to uczynić. Jednak wioska lisów bardzo ją interesowała.
– Witaj panno – powiedział jeden z rudych lisów do dziewczynki.
– O, witaj! To lisy potrafią mówić? – zapytała zdziwiona.
– Tylko niektóre – odpowiedział lis – chcesz przenocować w naszym domku? Robi się ciemno.
Zgodziła się. W jego domu mieszkała jeszcze lisica i dwa małe lisiątka. Na kolację zjadła owoce leśne, a potem wtuliła się w miękki kocyk i zasnęła.

Następnego dnia wstała i ujrzała portal. Wskoczyła do niego i nareszcie znalazła się w swojej ogromnej bibliotece. Nie widziała już swoich przyjaciół z książek, oprócz Drobinki, która leżała na jej fotelu zwinięta w kuleczkę. Jej mama nie wróciła jeszcze ze szpitala, a przecież nie było Tereski przez wiele godzin! Postanowiła spojrzeć na zegarek, i ku jej zdziwieniu była dopiero godzina po śniadaniu. Pomyślała, że to niemożliwe, kiedy nagle z jednej z książek wyleciała wróżka i usiadła na jej ramieniu mówiąc:
– W książkowych wymiarach czas liczy się inaczej.
I zniknęła. Po jakimś czasie jej mama wróciła do domu i powiedziała, że z babcią jest wszystko dobrze, lecz musiała zostać na noc w szpitalu. Dziewczynka opowiadała z entuzjazmem wszystko, co się wydarzyło, gdy nie było mamy.

Od tamtej pory Tereska nie bała się już samotności, gdyż wiedziała, że jej ożywiona biblioteka zawsze jej pomoże.


Zuzanna Wiklent

W Lublinie przy ul.Królewskiej mieszkała dwunastoletnia Marcelina razem ze swoją babcią. Jej rodzice wyjechali za granicę, gdy dziewczynka była bardzo mała. Niestety tam ulegli wypadkowi samochodowemu, w którego wyniku umarli na miejscu. Marcelina nie pamiętała ich dobrze. Jedyne co zostało jej po mamie i tacie to stare książki, dzięki którym zaczęła interesować się czytaniem. Razem z babcią utrzymywały się z renty po rodzicach i emerytury. Ich sytuacja finansowa była kiepska. Pomimo tego dziewczynka zawsze znalazła jakieś pieniądze, aby pójść do antykwariatu kupić używane książki. Wszystkie lektury odziedziczone po mamie i tacie już dawno przeczytała. Codziennie po szkole Marcelina szła do biblioteki. Odrabiała tam zadania domowe, a później oglądała różne księgi. Zawsze zastanawiało ją, co się dzieje po zamknięciu wypożyczalni. Pewnego dnia postanowiła to sprawdzić.

Od razu po lekcjach zgodnie z postanowieniem udała się do biblioteki. Bardzo długo wyczekiwała godziny jej zamknięcia, gdy w końcu nadszedł ten czas schowała się między dwoma regałami. Bibliotekarka nie zauważyła Marceliny podczas obchodu, zgasiła światło i zamknęła wypożyczalnię. Dziewczynka słysząc dźwięk przekręcania kluczy w drzwiach wyszła z ukrycia. Po chwili usłyszała jak z półek zaczęły spadać niektóre książki. Zauważyła również, że otwierają się same dokładnie w połowie. Nagle powychodziły z nich małe stworzonka. Przestraszona Marcelina schowała się za regałem. Niewielkie istoty jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki rosły do ludzkich rozmiarów, a nawet i większych. Dziewczynka przyglądając się ostrożnie ze swojej kryjówki
zaobserwowała, że twory aby osiągnąć większe rozmiary piją coś z flakoników (to był eliksir wzrostu). Byli to bohaterzy z różnych książek. Niespodziewanie Marcelina kichnęła i tym samym zdradziła swoją obecność.
– Uciekajmy! Ktoś tutaj jest! – krzyknęła postać z książki słysząc kichnięcie i próbując ostrzec innych.
– Zaczekajcie. Ja wam nic nie zrobię – powiedziała dziewczynka wychodząc z ukrycia.
– To w takim razie kto ty jesteś i co tu robisz? – pytali wszyscy bohaterowie.
– Ja nazywam się Marcelina i byłam ciekawa, co dzieje się w bibliotece po zamknięciu. Dlaczego wyszliście ze swoich opowiadań?
– Posłuchaj dziecino gdybyś też była bohaterem lektury pewnie chciałabyś znać swoje losy
w innych tomach, jeśli autor je napisał. Dlatego co noc pojawiamy się w wypożyczalni i szukamy dalszych historii. Skoro już tu jesteś mogłabyś nam opowiedzieć o naszych dziejach?
– Oczywiście z chęcią wam powiem.
Dziewczynka zaczęła referować wszystkie znane jej późniejsze losy postaci, a oni zaciekawieni słuchali uważnie każdego słowa. Minęło dużo czasu zanim udało się jej wszystko powiedzieć. Przypadkiem spojrzała na zegar. Zorientowała się, że jest już poranek następnego dnia i zbliża się godzina otwarcia biblioteki.
– Jesteśmy ci bardzo wdzięczni za opowiedzenie tego – podziękowali bohaterzy. – Czy jest coś co możemy zrobić dla ciebie? Chciałabyś z nami udać się do naszych opowiadań?
– Z wielką chęcią bym z wami poszła, ale za chwilę przyjdzie bibliotekarka. Mogłaby was zauważyć, a ja muszę iść dzisiaj jeszcze do szkoły.
– To może… Spotkamy się dziś o tej samej porze, co wczoraj. Tylko pamiętaj nie możesz rozpowiedzieć nikomu o naszym spotkaniu, bo to jest nasz sekret.
– Dobrze obiecuję nic nie powiem innym. Lepiej już zmykajcie do swoich historii, bo ktoś was przez przypadek zauważy.

Postacie wróciły tam skąd przyszły. Książki same wskoczyły z powrotem na półki, a Marcelina schowała się między regałami i oczekiwała przyjścia bibliotekarki. Dzieci czekały za drzwiami biblioteki. Gdy je otworzono gromadka wpadła do środka w poszukiwaniu nowo dostarczonych tomów. W tym samym czasie dziewczynka wmieszała się w tłum i wyszła z budynku. W pięć minut dotarła do domu. Wchodząc tam nie panowała w nim miła atmosfera.
– Gdzie ty się podziewałaś wnuczko? – spytała rozgniewana babcia.
– Ja… Ja nie mogę powiedzieć. To jest tajemnica – wymamrotała zakłopotana Marcelina
– Przez te twoje sekrety nie zmrużyłam oka przez całą noc.
– Przepraszam, ale naprawdę nie mogę nic zdradzić. Wybacz mi babciu.
– Dobrze wnusiu przeprosiny przyjęte lecz konsekwencje cię nie ominą. Na razie idź do szkoły. Potem porozmawiamy.
Dziewczynka zgodnie z poleceniem poszła do podstawówki. Nie mogła doczekać się końca wszystkich lekcji, aby pójść jak zawsze do biblioteki. Po skończeniu zajęć zauważyła przed bramą czekającą na nią babcię.
– Co ty tu robisz? – zapytała zdziwiona wnuczka.
– Ja przyszłam po ciebie, abyś od razu wróciła do mieszkania. Spotkałam dzisiaj bibliotekarkę,
z którą rozmawiałam. Powiedziała mi, że do bardzo późna wczoraj byłaś w wypożyczalni. Jednak nie pamiętała, o której wyszłaś. Dlatego od dziś nie możesz tam chodzić sama. Tylko pod moją opieką. To jest konsekwencja twojego czynu.
– Przepraszam cię, że tak wcześniej postąpiłam. Proszę nie dawaj mi takiej kary – błagała Marcelina.
– Wypowiedziałam się już na ten temat i swojego zdania nie zmienię.

Dziewczynka przez całą drogę powrotną nic nie mówiła do babci. Będąc już w domu zamknęła się sama w swoim pokoju. Przez całe popołudnie rozmyślała jak po kryjomu wymknąć się
z domu na umówione spotkanie w bibliotece. W końcu wpadła na pomysł. Gdy babcia położyła się spać wnuczka uciekła przez okno (na szczęście mieszkała na parterze). Niedługo potem znalazła się przed wypożyczalnią. Niestety była już zamknięta. Zasmucona tym faktem miała wrócić do bloku, gdy nagle zauważyła boczne wejście, które było otwarte. Od razu weszła do środka biblioteki i spostrzegła bohaterów wychodzących z książek. Przeprosiła za spóźnienie, przywitała się z nimi i spytała:
– Pytaliście się wczoraj czy chciałabym udać się z wami do waszych opowiadań. Do którego mogłabym wejść?
– Do jakiego tylko chcesz – odpowiedziały postacie.
– To ja najbardziej chcę pójść do „Ani z Zielonego Wzgórza”.
Tak też się stało. Marcelina wraz z główną bohaterką tej książki (Anią), znajdującą się
w tłumie wszystkich postaci weszły do tego opowiadania. Aby się tam dostać musiały wypić eliksir, który je pomniejszył i od razu przeniósł do tej historii. W lekturze dziewczynka była rodzoną siostrą Ani. Razem przeżyły wiele ciekawych i nowych przygód. Jednak przez pojawienie się Marceliny
zupełnie odmieniły się dzieje książki. Po pięciu dniach przebywania tam dziewczynka powiedziała:
– Ja już muszę wracać do siebie. Pewnie babcia się o mnie martwi.
– Wrócisz jeszcze tutaj? – zapytała Ania.
– Raczej tak. Czekaj na mnie w bibliotece przy regale z kryminałami o tej samej porze co zawsze, czyli już po zamknięciu.

Marcelina wychodząc z książki nikogo nie zastała. Wcale się tym nie zdziwiła, ponieważ wiedziała, że wszyscy bohaterowie powrócili do swoich losów. Z wypożyczalni wyszła bocznym wyjściem. Do domu weszła oknem, ale nikogo tam nie zastała. Na początku pomyślała, że babcia poszła na zakupy lecz potem przypomniała sobie, iż była noc. Zdezorientowana wybiegła z mieszkania i zapukała do sąsiednich drzwi. Sąsiadka otworzyła jej w koszuli nocnej i spytała co robi dziewczynka tutaj o tej porze.
– Ja szukam mojej babci – rzekła szlochając.
– Nie wiem jak ci to powiedzieć, ale twojej babci już tutaj nie ma – odpowiedziała ze smutkiem kobieta.
– Jak to nie ma? To gdzie teraz jest? – zapytała zdziwiona Marcelina nie przestając płakać.
– Niestety nie żyje. Zmarła kilka dni temu na zawał. W dniu jej śmierci poszłam do niej poprosić o szklankę cukru. Nikt mi nie otwierał, a drzwi były otwarte więc weszłam. Na ziemi leżała twoja babcia. Od razu zadzwoniłam na pogotowie lecz było już za późno. Ja się mogę tobą zaopiekować, jeśli nie masz bliższej rodziny.
– Nikogo więcej nie miałam oprócz babci. A kiedy jej pogrzeb? – spytała dziewczynka.
– Był wczoraj – powiedziała sąsiadka.

Marcelina słysząc, że się spóźniła wybiegła z bloku. Poszła na cmentarz szukać grobu babci. Po chwili odnalazła miejsce pochówku. Została tam aż do rana. Nie mogła wybaczyć sobie, że już nigdy nie zobaczy swojej najukochańszej babci. Sądziła, iż umarła przez nią. Potem stwierdziła, że nie pójdzie do szkoły lecz do biblioteki. Poszła tam i czytała książki. Czekała aż zamkną wypożyczalnię. Chciała spotkać się z Anią i udać do historii, w której były poprzednio. Dziewczynka miała nadzieję, że gdy tam wejdzie zapomni o tragicznym wydarzeniu. Niestety tak się nie stało. Nigdy nie mogła zapomnieć o śmierci babci. Jednak na zawsze pozostała w dziejach lektury. Receptura na eliksir dzięki, któremu można było wrócić do rzeczywistego świata gdzieś się zgubiła, a nikt jej nie pamiętał. Dlatego Marcelina tkwi tam do dziś lecz nie smuci się z tego powodu, ponieważ jej przygody są zazwyczaj radosne. Niektórzy sąsiedzi z bloku po dowiedzeniu się o nagłym zniknięciu dziewczynki twierdzili, że też umarła z tęsknoty do babci. Jednak nikt nie domyśla się jak jest naprawdę.

Wesprzyj kulturę!

10 1020 4900 0000 8102 3090 9604 - numer naszego konta fundacyjnego. Dzięki!

Kontakt

ksiegarnia@vademecumgdynia.org Fundacja Vademecum ul. Morska 69/6 81-323 Gdynia